Uwaga!

środa, 16 września 2015

Od Warrior'a

Zerknąłem z niepokojem w stronę prawą, a następnie lewą.
Od czasu pewnego wydarzenia, stałem się zadziwiająco niespokojny. Czułem, że ktoś mnie śledzi, wlepia we mnie oczy. Do tego te głosy w mojej głowie...
Ale najgorsze było to, że nie czułem bicia serca owej osoby, co nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy w moim iście nędznym wilczym życiu. Więc albo moje zmysły płatały mi figle (co było tak nieprawdopodobne, jak ślimak wygrywający wyścig z najnowszym modelem samochodu), albo rzeczywiście ktoś mnie śledzi.
I z pewnością nie był to wilk. A więc co? Raczej nie podejrzewałem innego zwierzęcia. To byłoby zbyt banalne. Potwór? A takowe w ogóle istnieją?
 Owa sytuacja z każdą chwilą stawała się być coraz bardziej nieprawdopodobna. Kto ma mnie śledzić? Niby co?
Zaśmiałem się nerwowo. Zdawałem sobie sprawę, że różne stworzenia, na przykład demony, są do tego zdolne. Ba! To jedno z ich codziennych zajęć!
Ale dlaczego ja?,pomyśłem - na świecie jest tyle różnych wilków, więc, dlaczego mieliby wybrać mnie?
Jednak doskonale wiedziałem, że mogliby. W końcu jestem zdrajcą; uciekłem z tamtej watahy, zaraz po śmierci alphy. Mogliby podejrzewać mnie, że to ja zabiłem swego własnego ojca.
Rzeczywiście, nie mam czystej karty, a tym bardziej sumienia, ale nie jestem aż takim draniem, by zabijać swojego własnego ojca. Dokonywało się różnych morderstw, ale bez przesady...
Usłyszałem szelest gdzieś niedaleko.
-Super. To się nazywa czujność! - mruknąłem do siebie.
Obmyśliłem na szybko plan działania. Podszedłem bezszelestnie do najbliższego drzewa, po czym się na nie wdrapałem, również nie wydając żadnego dźwięku.
Może to się wydawać dziwne. Wilk wspinający się na drzewo? Phi! No cóż, trzeba przyznać - można w moim życiu znaleźć wiele dziwnych, niepotrzebnych sytuacji czy umiejętności.
Samo wdrapywanie się zajęło mi zaledwie dwie sekundy - gorzej było ze znalezieniem miejsca, w którym byłbym niewidoczny. W ten sposób straciłem cenne dwie minuty.
Czekałem nasłuchując i węsząc. Tym razem wyczułem i zapach, i bicie serca - więc to nie była postać, która mnie śledziła.
Odetchnąłem z ulgą. Jednak nadal czułem falę niepokoju - kim jest ten ktoś, co czai się w krzakach i po co to robi? Oczywiście, najpewniej bym sobie z tą osobą poradził, jednak nie byłem pewien, czy chcę, żeby doszło do tej konfrontacji. W końcu przeciwnik mógłby wyjść z niej ciężko ranny, jeśli byłby żywy.
Minęło dobre parę minut w oczekiwaniu, zanim w końcu ten ktoś uznał, że teren jest czysty *o, ironio* i wyszedł z ukrycia.
Momentalnie zeskoczyłem z drzewa. Moim oczom ukazała się dość szczupła i niedrobna (jak na waderę) wadera. Zdecydowanie dominującym kolorem w jej sierści okazał się czarny, jednak gdzieniegdzie dało się dostrzec szare czy białe łaty. Samica spojrzała na mnie świdrującym, lekko zaniepokojonym, lecz nie słabym wzrokiem.
-Kim jesteś? - zapytała zdecydowanie.
Prychnąłem nieco pogardliwie. Większość moich rozmów, jeśli nie wszystkie zaczynały się tym samym scenariuszem.
-Mam Ci odpowiedzieć, bo?...
W jej oczach ujrzałem lekki błysk zażenowania czy... strachu? Jednak to była tylko sekunda - jej wyraz pyska błyskawicznie się zmienił.
-Ja tu zadaję pytania. - warknęła.
Spojrzałem na nią wzrokiem pełnym udawanego zdziwienia.
-Ach tak? - westchnąłem teatralnie. - a z jakiej to racji?
-Bo jestem alphą watahy, na której terenie właśnie stoisz. - powiedziała bez zastanowienia.
Klapnąłem na ziemi, wyrażając tym, że niezbyt mnie to interesuje.
-A ta wataha, że spytam - patrzyłem na nią zimnym wzrokiem - jest pewnie tak popularna, że nikt o niej nie słyszał?
Samica lekko westchnęła, po czym lekko się... zarumieniła?
-No ej! Dopiero zaczynam! - krzyknęła z frustracją.
Prychnąłem.
-Czyli mówisz, że za chwilę mnie wygnasz? Bo tak jakoś niezbyt się tego obawiam.
Również przysiadła na ziemi, patrząc na mnie nieco rozbawionym wzrokiem.
-Niekoniecznie. - powiedziała. - jeśli chcesz, możesz dołączyć.
Spojrzałem na nią, lekko unosząc brew (jeśli wilki je mają).
-Ale...
-Ale?
Prychnęła.
-Dasz mi dokończyć?! - krzyknęła - będę zmuszona to zrobić, jeśli nie dołączysz.

<Azai?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz